Jedni muszą polecieć 400 kilometrów nad Ziemię, żeby zobaczyć brak granic. Inni schodzą 400 metrów w głąb siebie i widzą dokładnie to samo. Różne trajektorie, ten sam widok końcowy.
Walczy ten z innymi, kto nie znalazł siebie. Człowiek, który wie kim jest, nie musi niczego udowadniać. Państwo, które wie po co istnieje, nie potrzebuje wroga. Firma, która ma sens, nie musi żerować. Społeczeństwo, które zna swój kierunek, nie potrzebuje mitu oblężonej twierdzy.
Granice? To linie pomocnicze do zarządzania ruchem, nie definiuje rzeczywistości. Problem zaczyna się wtedy, gdy ludzie mylą mapę z terenem i są gotowi zabijać w obronie legendy narysowanej długopisem.
To, co nazywa się więzią ze wszystkim, nie jest ezoteryką. To biologia + psychologia + świadomość w jednym pakiecie. Jesteśmy systemem zanurzonym w systemie, zależnym od systemu. Krzywdząc inny element układu — destabilizujesz całość. To nie moralność, to mechanika.
Nie wszyscy dojdą do tego samego w ten sam sposób ani w tym samym czasie. Jedni potrzebują rakiety, inni kryzysu, inni dobrego nauczyciela, a jeszcze inni… ciszy.
Problem nie polega na tym, kiedy ktoś to zrozumie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zrozumie — i zatrzyma to tylko dla siebie. Bo świadomość, która nie krąży, zamienia się w pychę. A świadomość, która krąży, zamienia się w kulturę. Obojętność jest też formą przemocy. Tylko bardziej elegancką, bezkrwawą i akceptowalną społecznie.
Kosmos uczy, że nie jesteśmy mali, tylko, że jesteśmy odpowiedzialni i połączeni. Ziemia uczy, że nie wystarczy to zrozumieć — trzeba tym żyć i się tym dzielić. Reszta to tylko różne wersje tej samej lekcji.
Link do wywiadu z astronautą Ronem Garanem:
https://lnkd.in/gRwbw2YA







